sobota, 28 marca 2015

Nowa wilczyca z Watahy Ognia!


Imię: Rune (Dla wybranych Ciasteczkowa)
Wiek: 125 lat
Nieśmiertelność: Tak
Wataha: Ognia
Płeć: Wadera
Żywioł wilka: Aura, Dusza
Cechy charakteru: Rune jest wilczycą bez uczuć. Uważa, że są one czystym kłamstwem. Więc kiedy flirtuje to tylko dla zabawy, niekiedy łamiąc wilkom serca. Pomimo to chce znaleźć kogoś kto pokaże jej, że się myli. Jest pomocna, ale tylko wtedy gdy chce, bo jeśli nie ma ochoty pomóc to nawet czołg jej nie ruszy. Obroni każdego. Zawsze. Bez wyjątku. No chyba, że ktoś zabrał jej ciasteczko to GIŃ, PRZEPADNIJ MASZKARO! Rune jest wilkiem szczerym do bólu. Jej długi język plus szczerość często pakują ją w kłopoty. Zawsze mówi to co myśli, nawet jeśli jest to nieodpowiednie. Jest zabawna, choć jest to raczej czysta wredność, którą wszyscy biorą za żarty.. Lubi się śmiać, ale jej prawdziwy śmiech owiany jest tajemnicą.. Nikt go nigdy nie słyszał.
Moce: 
* Widzi aury wszystkich żywych zwierząt (przydatne przy polowaniu)
* Z aury potrafi stworzyć różne przydatne rzeczy
* Widzi duchy i dusze (Nie. To nie to samo.)
* Dzięki Crucis Mortem (ta laska na zdjęciu) podróżuje po świecie zmarłych
* Może przywołać ducha lub duszę i prosić ją o pomoc
* Zmienia uczucia u innych zwierząt.
Umiejętności: 
szybkość- 100
zwinność- 100
wytrzymałość- 30
siłę- 30
spryt- 40
Podoba mi się: Zabawa uczuciami, podrywanie basiorów i straszenie wilków
Kocham: Nucić pod nosem, łamać zasady i patrzeć w ogień. CIASTECZKA♥
Partner: Przyznać trzeba, że Alpha jest dość przystojny.. Ale kto by tam wierzył w miłość?
Potomstwo: Nigdy.
Rodzina: Hahaha.. Nie.
Specjalizacja: Zaklinaczka dusz, Szamanka, Medyk (w sumie na jedno wychodzi..)
Hierarchia: Gamma
Historia: Była szczęśliwą waderą tuż przed ślubem, gdy nagle jakaś suka wyrwała jej małżonka. Nie no. Żart. Z tym ślubem, bo basior był faktycznie i ta lafirynda również. Potem był ich ślub, a Runa zniknęła jak kamfora. Czemu mówi sie kamfora? Co to  ogóle jest?! ... Zniknęła, a potem nagle, jakimś cudem pojawiła się tu. Koniec.
Motto: "Może miłość istnieje naprawdę..? Nie pierdol. Pij."
Właściciel: Miśka098

Wataha Wody; Od Homury c.d. Andy, Inyan

Przewróciłam oczami i fuknęłam na psa
-O tym to ty sobie możesz jedynie pomarzyć.
Pies prychnął z pogardą, a po chwili zaczął unosić się w powietrze. Zdezorientowany zaczął wymachiwać łapami w powietrzu. Uśmiechnęłam się pod nosem, skrzydłem wsadziłam Inyan'a sobie na grzbiet i szturchnęłam Andy'ego. Skinęłam łbem w stronę terenów jego watahy. Od razu mnie zrozumiał i pokiwał łbem. Przemknęłam pod psem, który wisiał w powietrzy i pobiegłam prosto do Kotliny Zbóż. W tym momencie najważniejsze było bezpieczeństwo lisa. Nie mogliśmy dopuścić by ten pies, kimkolwiek on był, zbliżył się choć na chwilę do Inyan'a.
Kiedy zaszyliśmy się w złocistych kłosach zboża lis zapytał cichym głosem
-On sobie na pewno poradzi..?
-Andy to mądry i silny wilk. Na pewno sobie poradzi-uśmiechnęłam się delikatnie i nadstawiłam uszy nasłuchując zbliżającego się basiora. Po chwili milczenia zapytałam. -Kim właściwie jest ten pies i czego od ciebie chce?
Lisek uniósł łebek w moją stronę. Widziałam jak jego źrenice najpierw się zmniejszają, a potem rozszerzają tak bardzo, że całkowicie zasłoniły tęczówkę. Pokręcił szybko głową, a potem rozglądnął się jakby szukając odpowiedzi.
-Nie wiem.. Nie wiem kim jest ani czego ode mnie chce.. Nie wiem nic-jego głos zaczął drżeć, a on sam trząsł się jak osika. Westchnęłam cicho i otuliłam lisa skrzydłem. Czułam jak już po chwili się uspokaja, a po następnych 5 minutach po prostu zasnął. Sama również przymknęłam oczy, ale otworzyłam je natychmiast gdy coś zaszeleściło w pobliżu. Odsłoniłam kły, lecz schowałam je natychmiast gdy zobaczyłam Andy'ego. Miał kilka ran na boku i pysku, z których kapała krew. Wstałam powoli tak by nie zbudzić lisa i cicho zapytałam
-Co ci się stało?
-Małe komplikacje-wzruszył ramionami i uśmiechnął się zabawnie. Spuściłam łeb i wbiłam wzrok w wysychającą na ziemi krew basiora.
-Przepraszam, że cię w to wciągnęłam..
-Przecież to nie twoja wina. To niczyja wina
-Niby tak, ale.. Czuje się jakoś odpowiedzialna za to co się stało..-zerknęłam na Inyan'a, a potem na Alphę Watahy Ognia. Przyłożyłam łapę do jego klatki piersiowej, zamknęłam oczy i skupiłam się na ranach Andy'ego. Po chwili poczułam przeszywający ból w boku i szczypanie na pysku. Po chwili otworzyłam oczy i zobaczyłam złą minę wilka.
-Nie było po tobie widać, że to tak boli..-jęknęłam cicho i wzięłam głębszy wdech.
-Nie powinnaś tego robić-mruknął zły-To co z nim robimy?
-Nie wiem.. Wypadałoby zapolować.. W sumie trochę głodna jestem. Co masz na swoich terenach do zaoferowania?-spytałam lekko, ale zaraz potem skrzywiłam się mocno czując jak przeszywa mnie kolejna fala bólu. Nie wiem co zrobił mu ten pies, ale te bóle były dziwne..

Andy? Inyan?

czwartek, 19 marca 2015

Wataha Wody; Od Inyan'a c.d. Andy, Homura

Szliśmy w nieznanym mi kierunku. Panowała między nami grobowa cisza. Zastanawiałem sie dlaczego, bo zanim pojawił się drugi wilk Homura tłumaczyła mi sporo o watahach, wilkach magicznych i innych podobnych rzeczach. Zerkałem raz na jednego wilka, a raz na drugiego. Nagle przypominając sobie co wcześniej powiedział czarny basior spytałem
-Widziałeś kiedyś jednorożca?
Zdziwione wilki spojrzały na mnie jakby odrywając sie od miejsc, w których były myślami wcześniej.
-Oczywiście!-zawołał Andy wypinając dumnie pierś do przodu. Usłyszałem jak Homur śmieje sie pod nosem.
-A jakiego koloru był ten jednorożec?-spytałem próbując go podpuścić. Basior trochę się zmieniał, otworzył pysk i.. Usłyszeliśmy zupełnie inny głos.
-Miał kolor twojej krwi, szczeniaku..
Spojrzeliśmy wszyscy przed siebie. Przed nami stał ogromny czarny pies. Na szyi miał srebrną obroże z kolcami, a na oku bliznę, prawdopodobnie po starciu z jakimś ptakiem. Cofnąłem się o krok. Zbyt dobrze znałem tego psa.
-Szukasz czegoś?-spytał Andy ostrym głosem.
-Na pewno nie was..-warknął pies. Z pyska kapała mu krew. Skuliłem się i zacząłem drżeć.-Co szczeniaku? Przybocznych sobie znalazłeś?
Homura zasłoniła mnie łapą, schyliła łeb i zaczęła warczeć na wroga.
-Wynoś się stąd.. To są nasze tereny, nie masz prawa tu być..
Na grzbiecie poczułem ciężkie skrzydło wilczycy, które zaczęło przyciskać mnie do ziemi.
-Nie rusze się stąd bez szczeniaka-warknął czarny pies.
-Nie jest ci do niczego potrzebny-syknęła wadera.
-Zdziwiłabyś się, suczko-zaśmiał się parszywie, a Andy zawarczał głośniej.
-Wynoś się stąd po dobroci albo inaczej pogadamy-powiedział czarny basior. Pies pomyślał przez chwile, a potem mruknął
-Pogadać mogę. Ale z nią w krzakach-zrobił krok w stronę Homury, która tylko się wzdrygnęła najwyraźniej wiedząc o czym pies mówi.

Homura? Andy? Nie ma pomysłu xd

czwartek, 12 marca 2015

Wataha Ognia; od Andy'ego, c.d. Homura, Inyan

Stali tam jeszcze przez chwilę, Homura i jakiś lis. Nie bardzo wiedziałem dlaczego, ale rozśmieszał mnie ten widok. Postanowiłem zaskoczyć Alphę watahy wody, więc zacząłem się skradać.
Krok. Krok. Krok.
Cholera jasna, zaczęli się ode mnie oddalać!
Krok. Krok.
Nadal dreptali dosyć żwawo, więc zrezygnowany przyczaiłem się i wykonałem ogromny sus, przez krótką chwilę lecąc w powietrzu.
- Uważaj! - lis odepchnął Homurę, przez co spadłem prosto na niego.
- Ybh... Andy jestem, miło mi cię poznać. - burknąłem i zacząłem z niego złazić. Gratulacje idioto, cudowne wejście. - I nie oto mi chodziło.
- Domyślam się. - otrząsnął się z zaskoczenia i wyglądał na lekko rozbawionego. - Ja jestem Inyan.
Kiwnąłem łbem, przygryzając lekko niedopałek trzymany w pysku. Od kiedy to lisy chodzą po terenach watahy wody?
- Hej. - Homura mnie szturchnęła.
- Hej, hej. - przyjrzałem się Inyan'owi. - Jesteś lisem, prawda? Bo raczej nie magicznym wilkiem?
- Nie, jednorożcem. - wywrócił oczami.
- Jednorożce są absolutnie cudowne. Co tutaj robisz?
- Właściwie to... Nie wiem. Właśnie zapoznawaliśmy się z... - spojrzał pytająco na waderę.
- ...Homurą. - dokończyła przyjaznym tonem.
Zapanowało milczenie. Ruszyliśmy powoli przed siebie, kierując się w stronę Polany Słońca.
(Homura? Inyan? Wybaczcie krótkość i beznadziejność ;-;)

piątek, 6 marca 2015

Wataha Wody; Od Inyan'a

Wyszedłem na jakąś polanę. Deszcz siał z ukosa. Byłem cały przemoknięty i podrapany po ostatniej potyczce z psami gończymi, a łapy uginały mi się pod ciężarem namokniętego futra. Błagałem wszechświat, żeby spotkała mnie śmierć. Naprawdę chciałem umrzeć. Bo co innego pozostało małemu lisowi pośród nieznanych terenów? Lisowi, który nawet nie pamiętał własnej przeszłości? Lisowi, który nie miał nikogo? Śmierć wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem.
Nagle łapy sie pode mną załamały i uderzyłem pyskiem w błoto, tak mocno, że aż zadzwoniło mi w uszach. Jęknąłem cicho i przymknąłem oczy. "Tak to ten moment.." pomyślałem oddychając ciężko. Zamknąłem oczy, ale po chwili zapragnąłem zobaczyć świat po raz ostatni w strugach deszczu. Właśnie wtedy dostrzegłem, między kroplami deszczy, rozmytą postać psa lub może wilka z ogromnymi skrzydłami. Szedł powoli w moją stronę. Nie miałem więcej sił, więc zamknąłem oczy z myślą, że to ostatni raz.

Stałem pomiędzy płomieniami, dookoła mnie biegał te same psy, z którymi stoczyłem ostatnią potyczkę. Co chwila jakieś kły, szpony przecinały moją skórę, a ja tonąłem we własnej krwi. Przerażony patrzyłem jak największy w psów otwiera szeroko pysk pełen ostrych jak brzytwa kłów i skacze na mnie. Zamknąłem oczy gotowy na cios ostateczny, lecz on ni nadszedł. Pojawiła sie za to wielka, czarna wilczyca z dziwnymi skrzydłami, które przypominały skrzydła nietoperza. Była na pół przezroczysta i delikatnie się do mnie uśmiechała. Rozejrzała się w około i jej uśmiech zniknął. Machnęła dwa razy skrzydłami, a płomienie ognia zniknęły. Psy gończe również. Poczułem przyjemny chłód. spojrzałem pod swoje łapy. Stałem na śniegu.. Popatrzyłem w jasno szare niebo, z którego pomału zlatywały różnokształtne płatki śniegu. Spuściłem łeb, żeby dokładniej przyjrzeć się wilkowi, ale jego już nie było..

Poczułem na sobie czyjś wzrok, więc od razu otworzyłem oczy. Leżałem w jakiejś kamiennej komnacie, na wielkim łóżku. W drzwiach stała niebiesko-kremowa wilczyca z ogromnymi skrzydłami. Postawą przypominała wilka, którego widziałem w strugach deszczu.. Chyba, że to była ona.. Ale dlaczego mnie uratowała? Przyglądałem jej się z łbem lekko przechylonym w prawo. Wilczyca podeszła do mnie i podsunęła nosem miskę pełną dojrzałych, ciemno granatowych jagód. Popatrzyłem najpierw na miskę, a potem na wilka. Pokręciłem łbem na znak, że nie jestem głody i właśnie w tej chwili odezwał się mój brzuch domagając się jedzenia. Uskrzydlona wilczyca posłała mi rozbawione spojrzenie i odwróciła się. Wychodzą z komnaty powiedziała:
-Jeśli będziesz czegoś potrzebował zawołaj. Lub, jeśli wolisz.. Uderz łapą w ścianę za tobą-jej delikatny, cichy i przyjazny głos sprawił, że postanowiłem skosztować owoców, które mi przyniosła.
Kiedy zjadłem jagody postanowiłem nie kłopotać wilczycy i odnieść miskę sam. Był tylko jeden problem. Nie miałem pojęcia gdzie jestem, gdzie mam zanieść tą miskę ani jak tam trafić. Po przemyśleniu wszystkiego postanowiłem podążyć za węchem. Przemierzałem liczne korytarze, zakręty, rozdroża. Mijałem różne inne komnaty, jedne były otwarte, a inne zamknięte. W końcu stanąłem przed ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Na szczęście były lekko uchylone. Wyszedłem na zewnątrz. Przede mną rozciągał się ogromny dziedziniec zamku, po którym błądziłem. Z dziedzińca było tylko jedno wyjście, nie licząc wrót do zamku. Spojrzałem na tamto wyjście i już chciałem tam pójść, gdy zatrzymał mnie głos wilczycy.
-Widzę, że sam postanowiłeś oddać miskę.. Nie musiałeś, ale dziękuję.-skinęła na mnie łbem i odebrała mi przedmiot z pyska. Dopiero teraz zauważyłem, że wilczyca kuleje na tylną łapę. Przyjrzałem się jej uważnie. Nie tylko kulała, na tą sama łapę co ja wcześniej.. Ale tez wszystkie jej rany odpowiadały moim ranom po potyczce z psami. Spojrzałem na własne ciało i ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma na nim ani jednego zadrapania. Wilczyca musiała dostrzec moje zainteresowanie, bo powiedziała:
-Teraz ja mam twoje rany. Taka mała sztuczka magicznego wilka-uśmiechnęła się delikatnie.-Chciałbyś może coś wiedzieć?
Po chwili zastanowienia miałem w łbie tysiące pytań, ale postanowiłem dowiedzieć się najpierw konkretów.
-Gdzie jestem..? Kim ty jesteś, co tu robisz, czemu mnie uratowałaś i jak to magicznego wilka?-spytałem oddzielając starannie każde słowo.

Homura?

Nowy członek watahy Wody!


Imię: Inyan
Wiek: 2 lata (jak na lisa jest bardzo młodziutki)
Nieśmiertelność: Nie
Wataha: Wody
Płeć: Samiec
Żywioł wilka: Inyan to zwyczajny lis.
Cechy charakteru: Inyan to spokojny i bardzo nieufny młody lis. Rzadko pokazuje emocje i zawsze wydaje się być bardzo poważny. Czasem przypomina sobie, że nie wie co zdarzyło się w jego przeszłości i desperacko poszukuje odpowiedzi.
Moce: ---
Umiejętności:
szybkość - 60
zwinność - 60
wytrzymałość - 60
siłę - 60
spryt - 60
Podoba mi się: Wycie wilków, spadające płatki śniegu.
Kocham: Śnieg, zimę..
Partnerka: Za młody
Potomstwo: Za młody
Rodzina: Nikogo nie pamięta, ale Homure traktuje trochę jak matkę.
Specjalizacja: Uczy się na wojownika
Hierarchia: Gamma
Historia: Nie pamięta niczego z przeszłość, nie wie kim byli jego rodzice. Czy ma rodzeństwo, czy oni wszyscy nadal żyją. Nie wie o sobie nic, poza tym, że jest lisem. Zawędrował w te tereny z nadzieją, że znajdzie tu odpowiedzi na nękające go pytania.
Motto: "Nie patrz w tył. Nie ma tam niczego, czego już nie widziałeś"
Właściciel: SnowBlack
Jak stoi:


Jak stoi ze spuszczonym łbem:


W porównaniu z dorosłym wilkiem:

Oficjalnie otwarta!

EnneyóFáilte
Nasza Wataha Żywiołów jest nareszcie otwarta! Serdecznie zapraszamy do dołączania do watahy Ognia oraz Watahy Wody. Przeżyjcie wiele przygód w górzystych terenach wody i dolinach ognia ;D Nie będę zdradzała więcej szczegółów, bo to Wy zdecydujecie co stanie się gdy Woda spotka się z Ogniem..
Zapraszamy!!
Alphy Homura&Andy