Szliśmy w nieznanym mi kierunku. Panowała między nami grobowa cisza. Zastanawiałem sie dlaczego, bo zanim pojawił się drugi wilk Homura tłumaczyła mi sporo o watahach, wilkach magicznych i innych podobnych rzeczach. Zerkałem raz na jednego wilka, a raz na drugiego. Nagle przypominając sobie co wcześniej powiedział czarny basior spytałem
-Widziałeś kiedyś jednorożca?
Zdziwione wilki spojrzały na mnie jakby odrywając sie od miejsc, w których były myślami wcześniej.
-Oczywiście!-zawołał Andy wypinając dumnie pierś do przodu. Usłyszałem jak Homur śmieje sie pod nosem.
-A jakiego koloru był ten jednorożec?-spytałem próbując go podpuścić. Basior trochę się zmieniał, otworzył pysk i.. Usłyszeliśmy zupełnie inny głos.
-Miał kolor twojej krwi, szczeniaku..
Spojrzeliśmy wszyscy przed siebie. Przed nami stał ogromny czarny pies. Na szyi miał srebrną obroże z kolcami, a na oku bliznę, prawdopodobnie po starciu z jakimś ptakiem. Cofnąłem się o krok. Zbyt dobrze znałem tego psa.
-Szukasz czegoś?-spytał Andy ostrym głosem.
-Na pewno nie was..-warknął pies. Z pyska kapała mu krew. Skuliłem się i zacząłem drżeć.-Co szczeniaku? Przybocznych sobie znalazłeś?
Homura zasłoniła mnie łapą, schyliła łeb i zaczęła warczeć na wroga.
-Wynoś się stąd.. To są nasze tereny, nie masz prawa tu być..
Na grzbiecie poczułem ciężkie skrzydło wilczycy, które zaczęło przyciskać mnie do ziemi.
-Nie rusze się stąd bez szczeniaka-warknął czarny pies.
-Nie jest ci do niczego potrzebny-syknęła wadera.
-Zdziwiłabyś się, suczko-zaśmiał się parszywie, a Andy zawarczał głośniej.
-Wynoś się stąd po dobroci albo inaczej pogadamy-powiedział czarny basior. Pies pomyślał przez chwile, a potem mruknął
-Pogadać mogę. Ale z nią w krzakach-zrobił krok w stronę Homury, która tylko się wzdrygnęła najwyraźniej wiedząc o czym pies mówi.
Homura? Andy? Nie ma pomysłu xd
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inyan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inyan. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 marca 2015
piątek, 6 marca 2015
Wataha Wody; Od Inyan'a
Wyszedłem na jakąś polanę. Deszcz siał z ukosa. Byłem cały przemoknięty i podrapany po ostatniej potyczce z psami gończymi, a łapy uginały mi się pod ciężarem namokniętego futra. Błagałem wszechświat, żeby spotkała mnie śmierć. Naprawdę chciałem umrzeć. Bo co innego pozostało małemu lisowi pośród nieznanych terenów? Lisowi, który nawet nie pamiętał własnej przeszłości? Lisowi, który nie miał nikogo? Śmierć wydawała mi się najlepszym rozwiązaniem.
Nagle łapy sie pode mną załamały i uderzyłem pyskiem w błoto, tak mocno, że aż zadzwoniło mi w uszach. Jęknąłem cicho i przymknąłem oczy. "Tak to ten moment.." pomyślałem oddychając ciężko. Zamknąłem oczy, ale po chwili zapragnąłem zobaczyć świat po raz ostatni w strugach deszczu. Właśnie wtedy dostrzegłem, między kroplami deszczy, rozmytą postać psa lub może wilka z ogromnymi skrzydłami. Szedł powoli w moją stronę. Nie miałem więcej sił, więc zamknąłem oczy z myślą, że to ostatni raz.
Stałem pomiędzy płomieniami, dookoła mnie biegał te same psy, z którymi stoczyłem ostatnią potyczkę. Co chwila jakieś kły, szpony przecinały moją skórę, a ja tonąłem we własnej krwi. Przerażony patrzyłem jak największy w psów otwiera szeroko pysk pełen ostrych jak brzytwa kłów i skacze na mnie. Zamknąłem oczy gotowy na cios ostateczny, lecz on ni nadszedł. Pojawiła sie za to wielka, czarna wilczyca z dziwnymi skrzydłami, które przypominały skrzydła nietoperza. Była na pół przezroczysta i delikatnie się do mnie uśmiechała. Rozejrzała się w około i jej uśmiech zniknął. Machnęła dwa razy skrzydłami, a płomienie ognia zniknęły. Psy gończe również. Poczułem przyjemny chłód. spojrzałem pod swoje łapy. Stałem na śniegu.. Popatrzyłem w jasno szare niebo, z którego pomału zlatywały różnokształtne płatki śniegu. Spuściłem łeb, żeby dokładniej przyjrzeć się wilkowi, ale jego już nie było..
Poczułem na sobie czyjś wzrok, więc od razu otworzyłem oczy. Leżałem w jakiejś kamiennej komnacie, na wielkim łóżku. W drzwiach stała niebiesko-kremowa wilczyca z ogromnymi skrzydłami. Postawą przypominała wilka, którego widziałem w strugach deszczu.. Chyba, że to była ona.. Ale dlaczego mnie uratowała? Przyglądałem jej się z łbem lekko przechylonym w prawo. Wilczyca podeszła do mnie i podsunęła nosem miskę pełną dojrzałych, ciemno granatowych jagód. Popatrzyłem najpierw na miskę, a potem na wilka. Pokręciłem łbem na znak, że nie jestem głody i właśnie w tej chwili odezwał się mój brzuch domagając się jedzenia. Uskrzydlona wilczyca posłała mi rozbawione spojrzenie i odwróciła się. Wychodzą z komnaty powiedziała:
-Jeśli będziesz czegoś potrzebował zawołaj. Lub, jeśli wolisz.. Uderz łapą w ścianę za tobą-jej delikatny, cichy i przyjazny głos sprawił, że postanowiłem skosztować owoców, które mi przyniosła.
Kiedy zjadłem jagody postanowiłem nie kłopotać wilczycy i odnieść miskę sam. Był tylko jeden problem. Nie miałem pojęcia gdzie jestem, gdzie mam zanieść tą miskę ani jak tam trafić. Po przemyśleniu wszystkiego postanowiłem podążyć za węchem. Przemierzałem liczne korytarze, zakręty, rozdroża. Mijałem różne inne komnaty, jedne były otwarte, a inne zamknięte. W końcu stanąłem przed ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Na szczęście były lekko uchylone. Wyszedłem na zewnątrz. Przede mną rozciągał się ogromny dziedziniec zamku, po którym błądziłem. Z dziedzińca było tylko jedno wyjście, nie licząc wrót do zamku. Spojrzałem na tamto wyjście i już chciałem tam pójść, gdy zatrzymał mnie głos wilczycy.
-Widzę, że sam postanowiłeś oddać miskę.. Nie musiałeś, ale dziękuję.-skinęła na mnie łbem i odebrała mi przedmiot z pyska. Dopiero teraz zauważyłem, że wilczyca kuleje na tylną łapę. Przyjrzałem się jej uważnie. Nie tylko kulała, na tą sama łapę co ja wcześniej.. Ale tez wszystkie jej rany odpowiadały moim ranom po potyczce z psami. Spojrzałem na własne ciało i ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma na nim ani jednego zadrapania. Wilczyca musiała dostrzec moje zainteresowanie, bo powiedziała:
-Teraz ja mam twoje rany. Taka mała sztuczka magicznego wilka-uśmiechnęła się delikatnie.-Chciałbyś może coś wiedzieć?
Po chwili zastanowienia miałem w łbie tysiące pytań, ale postanowiłem dowiedzieć się najpierw konkretów.
-Gdzie jestem..? Kim ty jesteś, co tu robisz, czemu mnie uratowałaś i jak to magicznego wilka?-spytałem oddzielając starannie każde słowo.
Homura?
Nagle łapy sie pode mną załamały i uderzyłem pyskiem w błoto, tak mocno, że aż zadzwoniło mi w uszach. Jęknąłem cicho i przymknąłem oczy. "Tak to ten moment.." pomyślałem oddychając ciężko. Zamknąłem oczy, ale po chwili zapragnąłem zobaczyć świat po raz ostatni w strugach deszczu. Właśnie wtedy dostrzegłem, między kroplami deszczy, rozmytą postać psa lub może wilka z ogromnymi skrzydłami. Szedł powoli w moją stronę. Nie miałem więcej sił, więc zamknąłem oczy z myślą, że to ostatni raz.
Stałem pomiędzy płomieniami, dookoła mnie biegał te same psy, z którymi stoczyłem ostatnią potyczkę. Co chwila jakieś kły, szpony przecinały moją skórę, a ja tonąłem we własnej krwi. Przerażony patrzyłem jak największy w psów otwiera szeroko pysk pełen ostrych jak brzytwa kłów i skacze na mnie. Zamknąłem oczy gotowy na cios ostateczny, lecz on ni nadszedł. Pojawiła sie za to wielka, czarna wilczyca z dziwnymi skrzydłami, które przypominały skrzydła nietoperza. Była na pół przezroczysta i delikatnie się do mnie uśmiechała. Rozejrzała się w około i jej uśmiech zniknął. Machnęła dwa razy skrzydłami, a płomienie ognia zniknęły. Psy gończe również. Poczułem przyjemny chłód. spojrzałem pod swoje łapy. Stałem na śniegu.. Popatrzyłem w jasno szare niebo, z którego pomału zlatywały różnokształtne płatki śniegu. Spuściłem łeb, żeby dokładniej przyjrzeć się wilkowi, ale jego już nie było..
Poczułem na sobie czyjś wzrok, więc od razu otworzyłem oczy. Leżałem w jakiejś kamiennej komnacie, na wielkim łóżku. W drzwiach stała niebiesko-kremowa wilczyca z ogromnymi skrzydłami. Postawą przypominała wilka, którego widziałem w strugach deszczu.. Chyba, że to była ona.. Ale dlaczego mnie uratowała? Przyglądałem jej się z łbem lekko przechylonym w prawo. Wilczyca podeszła do mnie i podsunęła nosem miskę pełną dojrzałych, ciemno granatowych jagód. Popatrzyłem najpierw na miskę, a potem na wilka. Pokręciłem łbem na znak, że nie jestem głody i właśnie w tej chwili odezwał się mój brzuch domagając się jedzenia. Uskrzydlona wilczyca posłała mi rozbawione spojrzenie i odwróciła się. Wychodzą z komnaty powiedziała:
-Jeśli będziesz czegoś potrzebował zawołaj. Lub, jeśli wolisz.. Uderz łapą w ścianę za tobą-jej delikatny, cichy i przyjazny głos sprawił, że postanowiłem skosztować owoców, które mi przyniosła.
Kiedy zjadłem jagody postanowiłem nie kłopotać wilczycy i odnieść miskę sam. Był tylko jeden problem. Nie miałem pojęcia gdzie jestem, gdzie mam zanieść tą miskę ani jak tam trafić. Po przemyśleniu wszystkiego postanowiłem podążyć za węchem. Przemierzałem liczne korytarze, zakręty, rozdroża. Mijałem różne inne komnaty, jedne były otwarte, a inne zamknięte. W końcu stanąłem przed ogromnymi, drewnianymi drzwiami. Na szczęście były lekko uchylone. Wyszedłem na zewnątrz. Przede mną rozciągał się ogromny dziedziniec zamku, po którym błądziłem. Z dziedzińca było tylko jedno wyjście, nie licząc wrót do zamku. Spojrzałem na tamto wyjście i już chciałem tam pójść, gdy zatrzymał mnie głos wilczycy.
-Widzę, że sam postanowiłeś oddać miskę.. Nie musiałeś, ale dziękuję.-skinęła na mnie łbem i odebrała mi przedmiot z pyska. Dopiero teraz zauważyłem, że wilczyca kuleje na tylną łapę. Przyjrzałem się jej uważnie. Nie tylko kulała, na tą sama łapę co ja wcześniej.. Ale tez wszystkie jej rany odpowiadały moim ranom po potyczce z psami. Spojrzałem na własne ciało i ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma na nim ani jednego zadrapania. Wilczyca musiała dostrzec moje zainteresowanie, bo powiedziała:
-Teraz ja mam twoje rany. Taka mała sztuczka magicznego wilka-uśmiechnęła się delikatnie.-Chciałbyś może coś wiedzieć?
Po chwili zastanowienia miałem w łbie tysiące pytań, ale postanowiłem dowiedzieć się najpierw konkretów.
-Gdzie jestem..? Kim ty jesteś, co tu robisz, czemu mnie uratowałaś i jak to magicznego wilka?-spytałem oddzielając starannie każde słowo.
Homura?
Subskrybuj:
Posty (Atom)